konopie.org
Reggae Radio
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Polecamy
reggae radio

Trawka forum
Trochę historii

Ojczyzną konopi jest Azja. Występują tam trzy gatunki tej rośliny. Jej środkowo-azjatycka odmiana, konopie siewne (cannabis sativa), została przewieziona do Europy, a po odkryciu Ameryki, również i na ten kontynent. Najstarsze wzmianki o użyciu konopi pochodzą z 2600 roku p.n.e. W Polsce konopie są znane od tysiąca lat. Odmiana siewna była uprawiana głównie na włókno otrzymywane z łodyg, z którego wyrabiano sznury, liny, worki, a nawet przędziwo tekstylne. Nasiona wykorzystywano do tłoczenia oleju. Na konopnych płótnach malowano obrazy, używał ich m. in. van Gogh. Znane były również narkotyczne właściwości tej rośliny. Odmianę indyjską (Cannabis indica) wykorzystywano od starożytności do wytwarzania haszyszu. Po skolonizowaniu Indii przez Wielką Brytanię wzrosło w Europie zainteresowanie narkotycznym, a także leczniczym działaniem konopi. Rozważano również możliwość zastosowania tej rośliny w medycynie. W 1839 została z powodzeniem użyta jako środek znieczulający przy bólach reumatycznych i bólach tężcowych. Również angielska królowa Wiktoria stosowała konopie dla złagodzenia bólów menstruacyjnych.

Na kontynencie amerykańskim konopie zaczęły być uprawiane z tych samych powodów, co i w Europie. Otrzymywano z nich mocne liny, żagle, worki, a z ich nasion – olej. Włókno konopne wykorzystywano również do produkcji tkanin. Niewiele osób wie, że pierwsze LEVIS-y były sporządzone właśnie z konopi. Wykonywano z nich również flagi amerykańskie. Zwyczaj palenia wysuszonej mieszanki kwiatostanu i liści rozpowszechnił się najpierw w Meksyku, ale na początku XX wieku został przeniesiony do Stanów Zjednoczonych poprzez imigrantów meksykańskich, którzy przywieźli również ze sobą meksykańską nazwę konopi - „marihuana”.

Początkowo Amerykanie, tak jak i reszta świata nic nie mieli przeciw konopiom. Co prawda na początku dwudziestego wieku pojawiły się pierwsze lokalne zakazy na granicy z Meksykiem, ale skierowane one były bardziej przeciw imigrantom latynoskim niż przeciw samej marihuanie. W okresie tzw. „prohibicji” nie zwracano większej uwagi na marihuanę, ponieważ głównym celem ataków był wówczas alkohol, który obwiniano o zepsucie moralne społeczeństwa amerykańskiego. Prohibicja poniosła jednak kompletne fiasko, a jedynym jej efektem było powstanie potężnej mafii alkoholowej, która po zniesieniu zakazu dystrybucji alkoholu przekształciła się w mafię narkotykową. Wówczas to przyczyn degradacji moralnej zaczęto upatrywać w narkotykach. Równocześnie w tym czasie rozwijało się coraz bardziej przemysłowe wykorzystanie włókna konopnego, które znajdowało wciąż nowe zastosowania, m. in. podjęto zaawansowane próby przemysłowego wykorzystania tych włókien do produkcji papieru. Rezultaty były zachęcające. Pewną przeszkodą w masowym wykorzystaniu były trudności w pozyskiwaniu oraz obróbce włókna, ale i z tym sobie poradzono, wynajdując bardzo skuteczne maszyny przyspieszające przetwarzanie konopi. W połowie lat 30-tych zaczęto wiązać z tą rośliną duże nadzieje. Np. magazyn „POPULAR MECHANICS” przewidywał, że wkrótce uprawa konopi przyniesie miliardowe zyski oraz stworzy szansę na duży wzrost zatrudnienia, ponieważ będzie się z konopi produkować wiele różnych rzeczy. W 1937 roku wynaleziono maszynę, która dla konopi była tym, czym dla bawełny „odziarniarka”2. Maszyna ta w sposób rewolucyjny przyspieszyła i powiększyła produkcję, oraz znacznie obniżyła jej koszty.

Niestety, w dwa miesiące po wynalezieniu tej maszyny wprowadzono w USA zakaz uprawy konopi, poprzedzony kampanią na niespotykaną dotąd skalę, do której wykorzystano wszystkie środki masowego przekazu. Główną sprężyną tej kampanii był ówczesny szef Federalnego Biura do Spraw Narkotyków Harry J. Anslinger, który pełniąc swą funkcje przez ponad 30 lat (1930 - 1962) stworzył prawdziwe biurokratyczne imperium. Człowiek ten nazywał marihuanę „zabójczym zielskiem”, „zabójcą młodości”, „rośliną z piekła rodem” i twierdził, że „palenie prowadzi do aktów przemocy i do utraty zdrowia psychicznego”. To on przekonał Kongres Stanów Zjednoczonych o konieczności zakazu uprawy konopi, wygłaszając tam przemówienie o rasistowskim wydźwięku, w którym stwierdził, że „palenie marihuany propagują murzyni, Meksykanie i niektóre kręgi artystyczne”. Za przykład podał przypadek młodego latynosa, który zabił siekierą matkę, ojca, siostrę i dwóch braci, przypisując jego czyn wpływowi marihuany. Niestety, całkowicie pominął fakt, że ów człowiek był chory psychicznie i został zamknięty w zakładzie dla umysłowo chorych.

Dodatkowym nieuczciwym chwytem było to, że w antykonopnej kampanii używano zwykle obcojęzycznej nazwy „marijuana”, która wielu Amerykanom zupełnie nie kojarzyła się z anglojęzyczną nazwą „hemp” (konopie)3.

Zmienione w 1937 roku prawo przewidywało wysokie kary już za sam fakt posiadania marihuany. Pierwszą osobą skazaną w związku z nową ustawą antynarkotykową był 50-letni mieszkaniec Denver, który za posiadanie konopi dostał 4 lata ciężkich robót. Sędzia w uzasadnieniu wyroku stwierdził: „Marihuana jest najgorszym narkotykiem, pod wpływem którego ludzie przemieniają się w bestie”. Jednocześnie nasilono kampanię przeciw marihuanie, stosując bardzo prymitywne hasła, np. „jeżeli zapalisz, to dostajesz kręćka i zaczynasz szaleć”, „jeżeli zapalisz pierwszego papierosa będzie to pierwszy krok do samobójstwa”, „najpierw palisz a potem zabijasz”, „marihuana sprzyja rozwiązłości seksualnej i jest przyczyną demoralizacji amerykańskiego społeczeństwa”. W czasopismach publikowano opowieści o ludziach, którzy palili marihuanę i dopuścili się potem okropnych czynów. Propaganda przeciw konopiom okazała się niezwykle skuteczna zgodnie z zasadą, która głosi, że każda informacja powtórzona co najmniej 50 razy staje się prawdą.

Nagły zwrot w skierowanej przeciw konopiom polityce amerykańskiej nastąpił w 5 lat po wprowadzeniu zakazu ich uprawy, kiedy to amerykańskiej armii, biorącej wówczas udział w II Wojnie Światowej, zaczął dokuczać brak lin. Wtedy to rząd zaczął zachęcać farmerów do uprawy „diabelskiej rośliny” dla potrzeb wojska. Pojawiły się hasła „konopie na liny cumownicze”, „konopie do wielokrążków”, „konopie na buty dla amerykańskich żołnierzy”. Marihuana wróciła więc do łask, chociaż niektórzy dostrzegali w tym hipokryzję władzy. Jednak pod koniec wojny zapotrzebowanie na konopie się zmniejszyło i wtedy znowu wydano wojnę marihuanie.

Trzeba przyznać, że nie wszyscy Amerykanie ulegli antykonopnej propagandzie. Burmistrz Nowego Jorku Fiorello La Guardia nie podzielał opinii ogółu na temat narkotyku, uważał również, że nie można stanowić praw, których nie da się potem wyegzekwować. Odnosił się ze sceptycyzmem do rządowych zapewnień, że przestępczość wśród nieletnich jest spowodowana paleniem marihuany. Z inicjatywy La Guardii powstał zespół badawczy, w skład którego wchodziło 31 naukowców z różnych dziedzin. Mieli oni określić zagrożenia związane z paleniem marihuany. Badania trwały 6 lat, obejmując zarówno zagadnienia medyczne jak i socjologiczne. Komisja La Guardii ustaliła, że palenie marihuany nie prowadzi do powstania niekontrolowanych popędów seksualnych i nie narusza podstawowych struktur osobowości. Opublikowany w 1944 roku raport komisji punkt po punkcie podważał opinie głoszone przez Harrego Anslingera. Anslinger był wściekły. Użył wszystkich swoich wpływów w mediach by zdyskredytować raport. Ograniczył też owym naukowcom dostęp do marihuany, co uniemożliwiło kontynuowanie badań. Nakazał także inwigilację zwolenników konopi.

W latach powojennych, kiedy to zaczęły się badania „działalności antyamerykańskiej” i polowania na komunistów, doszły jeszcze nowe argumenty przeciw marihuanie. Ta diabelska roślina, mówiono, jest dostarczana do Ameryki przez komunistów, którzy chcą w ten sposób osłabić amerykańskie społeczeństwo. Walka z tym narkotykiem jest więc sprawą bezpieczeństwa państwa. Doprowadziło to ustanowienia w 1951 roku ostrzejszych kar za posiadanie narkotyku.

W roku 1956 prezydent Eisenhower podpisał ustawę wprowadzającą jeszcze surowsze kary. Za posiadanie tylko jednego „joint-a” z marihuaną groziło od 2 do 10 lat więzienia, a za handel można było dostać 50 lat (w niektórych stanach nawet dożywocie). Równocześnie propagowano nowe hasło: palenie marihuany prowadzi nieuchronnie do zażywania heroiny.

Rząd Stanów Zjednoczonych zainicjował także serię obrad w ONZ-cie, która miała na celu wprowadzenie zakazu uprawy konopi na całym świecie. Znamienne były przy tym oświadczenia przedstawicieli rządu USA, że żaden kraj nie otrzyma pomocy od Stanów Zjednoczonych, jeśli nie wprowadzi zakazu uprawy marihuany. Działania amerykańskie były nad wyraz skuteczne. Przeważająca większość krajów (ponad sto) wprowadziła zakaz uprawy tej rośliny. Jednocześnie szefowie światowych mafii zacierali ręce z radości. Cena marihuany przekroczyła cenę złota.

Richard Nixon chciał uchodzić za najbardziej nieprzejednanego obrońcę prawa z wszystkich dotychczasowych prezydentów USA. Powołał więc komisję pod przewodnictwem Raymonda P. Shafera, która miała zbadać szkodliwość marihuany. Liczył na to, że komisja uwiarygodni jego antynarkotykową politykę. Opublikowany w 1972 roku raport był jednak zupełnie inny. Komisja wyraziła przekonanie, że „nie należy traktować w kategoriach przestępstwa ani używania, ani posiadania marihuany na prywatny użytek”. Uzasadniano to tym, że „ludzie, którzy dopuszczają się eksperymentów na sobie samych nie powinni być z tego powodu karani”. Raport dalej stwierdzał: „Zażywanie marihuany samo w sobie nie powoduje wzrostu przestępczości”. Ponadto komisja zwróciła uwagę na to, że prawo jest wybiórcze i policjanci podejmując decyzje o aresztowaniu posługują się zwykle dodatkowymi kryteriami, jak wygląd, kolor skóry lub przekonania polityczne.

Po opublikowaniu raportu Nixon nie krył swojego oburzenia. Podobno nawet nie czytał tego dokumentu tylko od razu wrzucił go do kosza. Postąpił wbrew zaleceniom komisji i wydał marihuanie totalną wojnę. Walkę z narkotykami powierzył nowo utworzonej super agendzie DEA (Drag Enforcement Administration).

W latach siedemdziesiątych, zapewne w jakimś stopniu pod wpływem ruchu hippisów, w społeczeństwie amerykańskim zaczęły się coraz częściej pojawiać głosy na rzecz legalizacji posiadania konopi do użytku osobistego. Twierdzono, że istniejące restrykcje są zaprzeczeniem wolności, którą zawsze tak bardzo chlubiła się Ameryka. Palenie marihuany nikomu nie szkodzi, mówiono, a za to sprawia przyjemność. Za co więc wsadza się ludzi do więzienia na długie lata? Twierdzono również, że działania organów ścigania mają znamiona rasizmu, ponieważ często przymyka się oczy na łamanie zakazu posiadania narkotyków przez białych, natomiast bezlitośnie egzekwuje się prawo wobec kolorowych. Wówczas to powstał ruch na rzecz legalizacji marihuany. Symbolem walki o tę sprawę stał się działacz polityczny John Sinclaire skazany na 10 lat więzienia za wypalenie 2 joint-ów. John Lennon na jego cześć skomponował piosenkę.

Pod wpływem takich głosów w 1973 roku stan Oregon jako jedyny zalegalizował posiadanie marihuany. Po pięciu latach badań nie stwierdzono wzrostu spożycia narkotyku w tym stanie. Za przykładem Oregonu poszło więc 10 kolejnych stanów.

Pewna odwilż w całych Stanach nastąpiła z inicjatywy prezydenta Jimmy Cartera, który publicznie opowiedział się za legalizacją posiadania konopi. Jednak nie trwało to zbyt długo, bo wkrótce doradca prezydenta do spraw narkotyków został oskarżony o zażywanie kokainy. Sprawę rozdmuchały środki masowego przekazu. Prezydent J. Carter zdał sobie wtedy sprawę, że jego propozycje dekryminalizacji narkotyku nie mają w kongresie żadnych szans i całkowicie się z tego wycofał.

Wszyscy późniejsi prezydenci popierali walkę z marihuaną, przeznaczając na ten cel coraz więcej pieniędzy. Np. w latach 1948-1963 na walkę z marihuaną wydano tylko 1,5 miliarda dolarów, za to w latach 1980-1998 wydano na ten cel aż 214,7 miliarda dolarów. Tylko za prezydentury Billa Clintona aresztowano za posiadanie tej rośliny 3 miliony osób.

Do tej pory nic się nie zmieniło w sprawie konopi. Większość krajów utrzymała zakaz ich uprawy. Niektóre dopuszczają uprawę tej rośliny tylko w bardzo w ograniczonym zakresie, np. do produkcji papieru. Tylko w nielicznych krajach hodowla konopi jest dozwolona, np. w Chinach, które zresztą nigdy nie zakazały ich uprawy. W Europie ewenementem jest Holandia, w której dozwolone jest zarówno posiadanie marihuany jak i handel tym narkotykiem.
Źródło: akohard.kk.e-wro.pl